87 lat temu

Bezpieczeństwo pracy w rolnictwie

Polska, kraj w pierwszym rzędzie rolniczy, do chwili obecnej nie posiada specjalnego, a nawet ogólnego ustawodawstwa zabezpieczającego robotnika zatrudnionego w rolnictwie, mimo że po górnictwie i hutnictwie statystyka wykazuje największą ilość wypadków w rolnictwie, zarówno co do ilości, jak i jakości, chociaż wiemy, że znakomita ilość wypadków w tej gałęzi pracy zazwyczaj nie jest uwidoczniana w formie protokołów, a więc i statystyka zupełnie nie odzwierciedla rzeczywistego stanu rzeczy.

Polska, kraj w pierwszym rzędzie rolniczy, do chwili obecnej nie posiada specjalnego, a nawet ogólnego ustawodawstwa zabezpieczającego robotnika zatrudnionego w rolnictwie, mimo że po górnictwie i hutnictwie statystyka wykazuje największą ilość wypadków w rolnictwie, zarówno co do ilości, jak i jakości, chociaż wiemy, że znakomita ilość wypadków w tej gałęzi pracy zazwyczaj nie jest uwidoczniana w formie protokołów, a więc i statystyka zupełnie nie odzwierciedla rzeczywistego stanu rzeczy.

Nie chciałbym być nudnym i dlatego będę unikać suchych cyfr statystycznych, dla przykładu jednak zwrócę uwagę na wykres wypadków za lata 1925-1928 r. W 1925 r. było nieszczęśliwych wypadków przy pracy w rolnictwie 2316, w tem śmiertelnych 244; w 1926 r. 3094, śmiertelnych 250; w 1927 r. 3452, śmiertelnych 267; w 1928 r. 3963, śmiertelnych 311.

Jak widzimy z dorocznych cyfr, które należy traktować in minus, z roku na rok ilość wypadków nieszczęśliwych wzrasta, nie tylko co do ilości, lecz także ciężaru gatunkowego. Te kilka cyfr rzuca ponure światło na zagadnienie problemu omawianego, gdyż zgodzić się musimy, iż bez mała 4000 wypadków nieszczęśliwych w przeciągu jednego roku przy stałej tendencji do zwiększania się wypadków jest sygnałem alarmowym. Podkreślam, że statystyka jest nieścisła i w praktyce wypadków nieszczęśliwych jest bezspornie więcej, bowiem takowym ulegają nie tylko robotnicy, lecz i małorolni gospodarze.

W praktyce spotykamy się z wypadkami nieszczęśliwemi przy pracy najczęściej z przyczyn następujących: spadnięcie z drabin, wywrócenie się wozów, porwanie przez transmisję przy młocarniach, sieczkarniach, narzędzia ręczne, jak skaleczenie się siekierą, obrażenia cielesne dokonane przez zwierzęta domowe. Zrozumiałą jest rzeczą, że w niektórych przypadkach trudno jest kompletnie zabezpieczyć przed kalectwem, gdy ma się do czynienia np. z elementem zwierzęcym, tem niemniej zdziałać można bardzo dużo. W praktyce najczęściej miałem do czynienia z wypadkami przy obsłudze młocarni, żniwiarek, sieczkarni.

Będąc wzywany przez prokuratora, w charakterze biegłego, dla dania opinji, kto ponosi winę wypadku i jakie przepisy zostały naruszone, zmuszony byłem wyjaśniać, iż odnośnych przepisów do chwili obecnej niema i może jedynie zastosowany być art. 474 k.k., co kilkakrotnie przez prokuraturę było przyjmowane z nieukrywanym zdziwieniem.

W pierwszym rzędzie należałoby w drodze odnośnej ustawy zabronić wytwórniom produkującym narzędzia rolnicze o napędzie mechanicznym, względnie konnym, wypuszczania takowych na rynek bez odnośnych ochron, gwarantujących bezpieczeństwo pracy. Że nie jest to zbyt trudne, przytoczyć muszę, iż w ostatnich czasach na mocy porozumienia piszącego te słowa z zarządem wytwórni narzędzi rolniczych w Suchedniowie, zrobiono próbę zmontowania ochron przy cepach młocarni, z bardzo wydatnym rezultatem. Jak mało znaczenia przykłada się do ochrony pracy w rolnictwie pod względem bezpieczeństwa, niechaj posłuży fakt, iż na Wystawie Poznańskiej, gdzie rolnictwo było prezentowane bardzo kunsztownie i kosztownie, w bogato i gustownie dekorowanych pawilonach demonstrowano maszyny rolnicze, nowoczesne cuda techniki, jednakże bez osłon części grożących kalectwem.

Fizjologja pracy jest w Polsce niedoceniana, a szkoda, bo tak jak technik przy produkcji maszyn bada ich wydajność pracy, szukając maximum zwiększenia jej produkcji, tak również fizjolog – w założeniu, że człowiek jest swego rodzaju źródłem energii twórczej, winien szukać dróg zmierzających do zwiększenia wydajności pracy, jednakże nie kosztem zdrowia. Jeżeli maszyna wykorzystywana ponad możliwość roboczą zaczyna się psuć, a w końcu staje, tak i człowiek przeciążony pracą pracuje mniej wydajnie, podlega przemęczeniu, spostrzegawczość jego jest przytępiona, co wpływa na podatność ulegania wypadkom nieszczęśliwym.

Nie chodzi mi o przemęczenie zwykłe, lecz męczenie stałe, które z dnia na dzień powiększa się, z roku na rok wzrasta i potęguje się, aż w końcu odbija się na sercu, mózgu, względnie na całym systemie nerwowym. Mówiąc o samozatruciu organizmu, czyli przemęczeniu, traktuję tę kwestję jako przyczynową. Pragnąłbym jednak zaznaczyć, że owo samozatrucie idzie w parze, w odniesieniu do pracy w rolnictwie, z nadmiernym promieniowaniem słońca, z niską temperaturą powietrza i wilgocią.

Mówiąc o wpływach regulujących kwestję przemęczenia, zwrócić należy uwagę na fakt, iż realnie biorąc robotnik rolny w większości wypadków pracuje co najmniej 15 godzin, a oprócz tego ma przecież własne domowe sprawy, które również zabierają mu przynajmniej 4 godziny dziennie, czyli na wypoczynek zostaje 5-6 godzin, co przyjmując pod uwagę warunki atmosferyczne, z jakimi się robotnik styka, nie jest dużo. Jako kwestję również przyczynową co do wypadków poruszę sprawę mieszkań robotników rolnych, częstokroć upodobnionych raczej do nor jaskiniowych z epoki kamiennej; a przecież w tem mieszkaniu koncentruje się po pracy drugi dział życia robotnika i wyrasta nowe pokolenie, wchodzące w życie już z pierwiastkami chorobotwórczemi. Powyższe przykłady wpływają na przemęczenie robotnika, a więc odgrywają niepośrednią rolę w przyczynach wypadków.

Poza zagadnieniem fizjologji skalę wypadków nieszczęśliwych zmniejszyć może w wysokim stopniu działalność zapobiegawcza, którą rozumieć należy w sensie propagandy zachowania ostrożności wśród robotników rolnych, którzy powinni być pouczani o grożącem niebezpieczeństwie przy pracy. Niepośrednią rolę odgrywać by mogli inspektorzy pracy, którzy wizytując większe chociażby ośrodki rolne, jednocześnie kładliby nacisk na ochronę maszyn i warunki higjeniczne robotnika oraz pouczaliby zainteresowanych o mogących wyniknąć konsekwencjach w razie niezachowania ostrożności. Do tego jednak potrzeba wydatnego zwiększenia kredytów na rozjazdy związane z inspekcjami majątków rolnych. Dodać należy, że związki zawodowe, bez względu na odcienie polityczne, stale tych inspekcji żądają od inspektorów pracy.

Wśród wielu cieni powyższych zagadnień są i światła, a mianowicie kwestja bezpieczeństwa pracy w rolnictwie nie jest zagadnieniem, w którym Polska stoi na ostatnim miejscu, czego dowodem, iż problem ten rozpatrywano na XII Międzynarodowej Konferencji Pracy, w związku z którą Międzynarodowa Komisja Rolnicza opracowała projekt profilaktyki pracy w rolnictwie pod względem bezpieczeństwa pracy. Spodziewać się należy, że kwestia ta do chwili obecnej niedoceniania i w Polsce również znajdzie wreszcie zrozumienie obywatelskie.

(Wł. Kuliczkowski, „Inspektor Pracy” 1931, nr 1-2)